Czarna Afryka w Nowym Świecie

Do Brazylii za darmo

Od dawna wiadomo było, że Brazylia będzie nam dana.

Według rodzinnych podań mój prapradziadek wraz z praprababcią i małym pradziadkiem wykupili na początku dwudziestego wieku bilety na statek, który miał zawieźć ich do Stanów Zjednoczonych.  Sprzedali wszystko co mieli w Polsce i wyruszyli w podróż do portu – kto wie jakiego – gdańskiego, a może kilońskiego? Prawdopodobnie, jak większość emigrantów z Europy Wschodniej, zostali upchnięci na dolnym pokładzie, gdzie spędzili kilkutygodniową podróż do Nowego Świata. Ostatecznie ku swemu zdumieniu wylądowali w Brazylii. Spędzili tam chyba dość ciężki rok. po czym za swoje oszczędności kupili kolejny bilet, tym razem do tej „prawdziwej” Ameryki.

Wątpię bym kiedykolwiek miała teraz dojść do prawdy czy dziadkowie faktycznie byli zaskoczeni tym, że wylądowali w środku dżungli zamiast na Wyspie Ellis, czy też może od początku planowali przenieść się tam na stałe. Brazylia w końcówce XIX wieku i początku XX wieku była popularnym kierunkiem emigracji. Jako ostatni kraj Ameryk zniosła niewolnictwo w roku 1888 i natychmiast wzrosło u nich zapotrzebowanie na nowe ręce do pracy. Akcje promocyjne, zachęcające do wyjazdu do Brazylii, Argentyny czy Paragwaju musiały być zakrojone na ogromną skalę, skoro wieść o ziemiach dających plony kilka razy do roku, mimo że nie napisane trzynastozgłoskowcem, dotarły pod europejskie strzechy. Ogromny, niezagospodarowany kraj czekał na chętnych na wydarcie jego skrawków naturze. Brazylia, podobnie jak chyba cały obszar obu Ameryk, jawiła się wtedy jako kraj możliwości.

GDYNIA CZERWIEC 2015 102
zdjęcie: Katarzyna Machnik, źródło: Muzeum Emigracji w Gdyni, http://terrabrasilis.org.pl/artykuly/spoleczenstwo/gdynia-czyli-skad-wyplywano-do-brazylii-po-1930-r

Teraz mamy XXI wiek. Kilkadziesiąt lat po moich przodkach udajemy się do Brazylii. Nie statkiem, ale rzecz jasna samolotem. Nie na zawsze, a jedynie na 8 dni.

Brazylia jest teraz miejscem słodko-gorzkim. Ale chyba co najmniej od pięciu wieków taka była. Mimo że przez pierwsze 10 lat XXI wieku największy kraj Ameryki Południowej był wyraźnie na fali wznoszącej, udało się przeprowadzić wiele reform socjalnych, otworzyć drogę na uczelnie wyższe uboższym obywatelom, w szczególności mniej uprzywilejowanym czarnoskórym Brazylijczykom. Wskaźniki wzrostu gospodarczego poszybowały w górę i … nagle wszystko się skończyło. Dziś kraj po raz pierwszy wkroczył w stan recesji, Brazylia pogrążona jest w ogromnym kryzysie politycznym, tysiące osób demonstruje na ulicach przeciwko goszczeniu najpierw Mistrzostw Świata w piłce nożnej, a teraz Olimpiady, których organizacja wymagała utopienia miliardów dolarów w czerwonym tropikalnym błocie. Do tego oczy kamer zwróciły się w ich stronę z powodu ostatnich wieści o epidemii Ziki. No i wszyscy wiedzą, że poza skojarzeniami z pięknymi plażami i kobietami o krągłych kształtach, Brazylia postrzegana jest na świecie przede wszystkim jako kraj niebezpieczny, w którym z brudnych faweli wylewają się legiony uzbrojonych bandytów. Uff… Mimo wszystko zdecydowaliśmy się jechać sprawdzić skąd bierze się oszałamiająca renoma Brazylii jako wakacyjnej destynacji.

Bahia: Czarna Brazylia

Wybór nasz zupełnie przypadkiem trafił na Bahię i jej stolicę Salwador. Jest to stan położony w północno-wschodniej części Brazylii, około 1600 km od Rio na wybrzeżu Atlantyku. Miejsce  przepełnione kolorami i muzyką, uważane za centrum afroamerykańskiej kultury, Afrykę Nowego Świata. Północno-wschodnia część kraju to miejsce,w którym skupiony jest największy odsetek czarnej ludności Brazylii, potomków niewolników, którzy byli tu przywożeni od XVII wieku do pracy na plantacjach. Dziś klasyczny soteropolitano  – mieszkaniec Salwadoru – jest czarny niczym „kawa z domieszką mleka”, a na ulicach widuje się dużo mniej jasnoskórych osób niż chociażby w Sao Paolo.

Po zniesieniu niewolnictwa nie nastąpiło magiczne zrównanie wszystkich obywateli kraju. Czarny (lub chociażby ciemniejszy) kolor skóry był równoznaczny ze społeczną stygmą. Podobnie jak wyznawanie innej wiary niż powszechnie obowiązująca religia katolicka. A czarnoskórzy niewolnicy wsiedli na statki razem ze swoją religią. Przyjęcie chrztu nie stanowiło dla nich przeszkody w swobodnym praktykowaniu religii Candomble. W początkach dwudziestego wieku pojawiały się przesądy szkalujące Candomble i jej wyznawców, którzy porównywani byli do satanistów.

Candomble

Candomble jest politeistyczną (lub jak niektórzy to określają – monoteistyczną równoległą) religią animistyczną, opartą na wierzę w spersonifikowane bóstwa – orixas (orishas – hiszp.). Podobnie jak w mitologii greckiej, każde z bóstw posiada unikalny charakter i atrybuty (np. maczetę lub łuk) i opiekuje się konkretnym aspektem życia lub żywiołem. I tak Ogun – bóg  ognia, krwi, żelaza i polityki – posługuje się maczetą lub szablą, a znowu Oya jest przedstawiona jako bogini wiatru. W czasie religijnych spotkań poszczególne osoby uczestniczące w zgromadzeniu wcielają się w postaci orixas i przedstawiają ich losy poprzez taniec. W czasie rytuałów dochodzi do wejścia w religijny trans, zarówno „tancerzy” jak i członków widowni, w czasie którego orixas goszczą w ciałach uczestników.

 

orishas
source: http://afromadu.com/2015/05/08/orisha-on-the-horizon/

Tak więc w początkach dwudziestego wieku na uczestników Candomblé spoglądano co najmniej z góry, żyjąc w przekonaniu, że jest to krwawy i pełen przemocy rytuał. Religia ta, podobnie jak niegdyś capoeira, schodziła do podziemia. Wtedy Brazylii przytrafili się dwaj francuscy antropologowie – Roger Bastide i Pierre Verger. Prowadząc prace w Brazylii zaczęli oni dostrzegać, że czarna część społeczeństwa stopniowo traci swoją świadomość kulturową. Czarni Brazylijczycy przenosili się do wielkich miast i porzucali wiarę przodków. Pozbawieni zaplecza w postaci kultury i swojej grupy społecznej trafiali w stan zawieszenia – już wyrzekli się swoich korzeni a jednocześnie wciąż nie byli w pełni akceptowani przez białych.

W swojej działalności Roger Bastide podejmował ogromne starania w celu umożliwienia Afrobrazylijczykom udania się w podróż do Afryki i odkrycia miejsc, w których przybyli ich przodkowie. W dziele „Imagens do Nordeste Místico em Branco e Preto” antropolog ten opisał swoją podróż w głąb afrykańskiej części Brazylii i dokładnie opisał w niej rytuały i wierzenia Candomble. Wydanie książki przybliżyło wielu Brazylijczykom faktyczny wygląd rytuałów, udowadniając, że nie dochodzi na nich do żadnych krwawych aktów.¹

Również Pierre Verger był skoncentrowany na propagowaniu afrobrazylijskiej kultury, przede wszystkim poprzez analizę wpływu religii Candomble na tożsamość i poczucie wartości czarnoskórych Brazylijczyków. Wskazywał on na to jak wielkie znaczenie dla Bahijczyków założenie istnienia równości pomiędzy wszystkimi wyznawcami Candomble.  W czasie pobytu w Bahii stwierdził on, że mieszkańcy tego stanu, niezależnie od różnic w kolorze skóry, potrafią pokojowo współistnieć, co przypisywał właśnie wpływowi moralności Candomble. W czasie rytuałów ludzie niezależnie od swojego statusu majątkowego i koloru skóry rzucają się bowiem do nóg czarnoskórych kobiet – Mãe de Santo. Religia ta nie jest też zarezerwowana tylko dla czarnoskórych. Jest otwarta na wszystkich wyznawców, a niektórzy wysoko postawieni duchowni tej religii są biali.²

Dziś, po upływie grubo ponad wieku od zniesienia niewolnictwa w Brazylii, sytuacja ma się inaczej. Uprzedzenia rasowe są wciąż żywe, ale Candomble i capoeira są powszechnie akceptowane i praktykowane w Bahii. Figurki przedstawiające Chango, Oya i Oguna można zakupić w sklepie z pamiątkami na lotnisku w Salwadorze. W Brazylii dopuszczalne jest również stosowanie niektórych narkotyków w celach religijnych, co jest wyraźnym ukłonem w stronę zarówno ludności indiańskiej jak i afrobrazylijskiej. Jeśli szukacie zatem duchowego oświecenia przy ayahuasce, to możecie go odnaleźć właśnie w Brazylii (przewodnik Lonely Planet po Brazylii umieścił hasło „ayahuasca” pośród 10 słów na A, które mogą ci się przydać w czasie wizyty w Brazylii – obok apartamento i artesanato). Dzięki ułaskawieniu afrykańskiej kultury Bahia cieszy się dziś ogromną w pełni zasłużoną popularnością wśród turystów z kraju i zagranicy, którzy przybywają tu zwabieni jej egzotyką. I faktycznie panuje tu niesamowita atmosfera. Choć trzeba przyznać, że w samym Salwadorze nie brakuje miejsc, których można się przestraszyć. Ale Brazylia chyba właśnie taka jest – słodko-gorzka.

A taneczne ruchy bóstw orixas? Są dziś powszechnie wykorzystywane w tańcach południowoamerykańskich. Są tańczone chociażby przeze mnie i mnie podobnych w sercu Polski – na zajęciach z salsy kubańskiej. A wykonywane przez profesjonalistów wyglądają na przykład tak:

PS. świetną relację z drugiej i z pierwszej ręki na temat emigracji Polaków do Paragwaju w latach trzydziestych można znaleźć na blogu Adeli i Krisa z Biketheworld; możecie tam poczytać o trudach podróży, zetknięciu z nowym światem i zwątpieniu po dotarciu na miejsce

http://www.biketheworld.pl/paragwaj-0

http://www.biketheworld.pl/paragwaj-wywiad-z-babcia-wacka

Natomiast o historii (w tym o Candomble i francuskich antropologach) i obecnej sytuacji Brazylii możecie przeczytać na wspaniałym portalu terrabrasilis:

http://terrabrasilis.org.pl/artykuly/kultura/afrykanskosc-brazylii-odkryta-przez-rogera-bastide-i-pierra-verger

__________________

  1. , 2. Agata Błoch – Afrykańskość Brazylii odkryta przez Rogera Bastide i Pierra Verger,
    http://terrabrasilis.org.pl/artykuly/kultura/afrykanskosc-brazylii-odkryta-przez-rogera-bastide-i-pierra-verger

2 thoughts on “Czarna Afryka w Nowym Świecie

  1. Na temat candomble jest wydana po polsku książka prof. Leszka Kolankiewicza pt. „Samba z bogami”.
    Napisałam też sama trochę na ten temat, polecam Ci kochana szczególnie mój tekst „Candomble. Bóg, który tańczy” w piątym numerze „Transwizji”. Cieszę się, że zainteresowaliście się candomble przy okazji wizyty w Salwadorze. Czy dotarliście na jakąś mszę albo do jakiegoś miejsca związanego z kultem?
    Buziaki meksykańskie!

    Polubione przez 1 osoba

    1. jeszcze nie, ale wszystko przed nami. Myślę, że w przeciągu najbliższych dwóch lat znowu tam pojedziemy, bo Daniel musi w końcu trafić na trening BJJ w Brazylii, więc może też jakaś msza się trafi 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s